piątek, 29 czerwca 2012

To był dzień

Większość ludzi jeździ na wieś, do lasu żeby zmienić otoczenie lub przeżyć jakąś przygodę. My odwrotnie. Do miasta jedziemy żeby się zabawić:))
Ten dzień zaczął się niespodziewaną wizytą. Podczas śniadania zapukał do nas PAN POLICJANT. Miejscowi wandale coś narozrabiali niedaleko naszego domu i chciał wiedzieć czy coś widzieliśmy. Nie widzieliśmy. Za to PAN POLICJANT zrobił wielkie wrażenie. Postanowiłam pociągnąć temat. Ale o tym potem:)

Po śniadanku pojechaliśmy na chwile pooddychać powietrzem ZIEMI OBIECANEJ:)




Widzieliśmy zdechłą pszczołę. Prowadziliśmy bardzo wnikliwe badania anatomiczne do momentu... w którym Jadź postanowił przejechać ono autkiem... No cóż:)




Badaliśmy dziadkowe postępy wewnątrzdomowe. Jest dobrze:) Został miesiąc:)


 Tatuś przyniósł szerszenia ze strychu. Na oko miał jekieś milion lat. Dobrze zasuszony. Wielki i obrzydliwy. Podobał nam się.





Przed domem mamy 1,5 metrową KUPĘ piachu. Okołoremontową. Super zabawa:)




Następnie udaliśmy się do G. Do babci B. Na obiad były naleśniki przenno-kukurydziane z kozim serem i jagodami lub z bananem. Do tego czekoladowa polewka z użyciem koziego mleka:) Dla wymagających. 
... i po co komu wykwintne restauracje...
Po obiadku nastąpiła POLICYJNA CZĘŚĆ 2. Poszliśmy na główny komisariat. Już przed wejściem zobaczyliśmy policjantkę w mundurze i z pistoletem. Mania była "przeszczęśliwa". Widzieliśmy auta, motorówkę policyjną kraty itp. Oczywiście największą radochę sprawił dzieciakom podjazd dla wózków:) Jasiek latał i krzyczał mama jeszcze pół:) W dosłownym tłumaczeniu: Mama jeszcze raz się przebiegnę:)
Konisariat można zobaczyć TU.
...i poszliśmy się wybiegać...








 To jest moim zdaniem jeden z najbardziej fotogenicznych placów zabaw w G.

Można by to uznać za bardzo przyjemnie spędzony dzień ale nie... To jeszcze nie koniec. Jaśka odstawiliśmy do babci A. i udałyśmy się do teatru:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz