poniedziałek, 18 lutego 2013

Fisher price

Personifikując: Fisher Price dostał by zawału serca:) Osobiście nie uważam żeby je miał ale gdyby... Zaskoczyła mnie ostatnio taka prosta obserwacja: moje dzieci najlepiej bawią się przedmiotami. Nie zabawkami. Nawet jeśli zabawki mają w tym jakiś udział to nie pierwszoplanowy. Postanowiłam obstrykać tą obserwacje i oto co mi wyszło:)


Domek dla lalek - przynajmniej w intencji producenta - od ponad 2 tygodni jest u nas to arką Noego, to łodzią, czasami klatką dzikich zwierząt, garażem, schowkiem i milionem niezidentyfikowanych pomieszczeń. Na zdjęciu poniżej - restauracja:)


Drzewo. Bawi się nim głównie Dejzi. Ale MiJ też bardzo chętnie:)


Dejzi to temat na osobnego posta. Ulubiona maskotka Jaśka:) Hit kilku dni to pojemnik do zmywarki (na sztućce) i lalka Barbie.


Nieśmiertelna miska z wodą:) oraz garnki koszyki i pudełeczka:)


Mycie szafek płynem w spryskiwaczu też ma dużą popularność.


Cenówki.


Gotowanie i wszystko co się z tym wiąże. Naszymi popisowymi daniami są naleśniki, schabowe, wszelkiego rodzaju budynie, kisiele itp. To robią sami. Jednakowoż nie unikają wsadzania paluchów absolutnie do wszystkiego co gotuje.


Hitem jest zabawa w lekarza. Oczywiście bez użycia jakichkolwiek plastikowych imitacji. Za to z prawdziwym bandażem i kremikami.


Oczywiście budowanie. Tu oto tam Mania wydaje dyspozycje odnośnie ułożenia większych elementów.


Suszarka do bielizny czyli więzienie. A w więzieniu je się suchy chleb ?!!???

ss
Packa na muchy:)


Z Łusia bawimy się w Maryję, Józefa i dzieciątko Jezus. Z Szymonem... to trudno określić. Ostatnio robiliśmy z nim mikstrury.








U Szymona Jaś układał Szymona zdjęcia jak puzzle. Przez pół godziny.



A potem przygotował piknik. Sam.


Parasolka


I znów suszarka ty razem w wersji full wypas bo z praniem:)


Wbijanie gwoździ i takie tam majsterkowanie. Będzie o tym osobny post.






Papier toaletowy.


Blaszka do ciasta, kawałki styropianu i woda:)


Ciasto.



Nóż


Prawda, że kreatywnie:)

wtorek, 12 lutego 2013

W trosce o socjalizacje

Wyjazd był spontaniczny. Jedziemy. tak, jedziemy. No to jedziemy... i pojechaliśmy:)


 Byliśmy w Nysie. Tam interakcje z Jędrkiem, Błażejem, Julką i Klarą.





O wszystkich ciociach i wujkach nie wspominając. Następnym celem była Łódź. Relacyjne eldorado:)