Ostatnie 2 tygodnie były dla nas trudne. Pogrzeb babci, mrozy, choroby i takie tam. Nie wiele było pracy twórczej. Większość naszych zabaw koncentrowała się na stabilizacji gospodarki emocjonalnej. Takich rzeczy nie da się ani opisać ani sfotografować:) Sieciowo zatem muszą przejść w stan niebytu.
Jednego dnia próbowaliśmy malować. Jasiek zrobił nam meksykańską masakrę teksańską piłą elektryczną:) Jeszcze do tego wrócimy.
Temat oswajania kupy ciągle żywy. Jasiek robi duże postępy. Tu bawi się ciastoliną, nieco zmoczoną żeby uwiarygodnić efekt.
I cik ciki:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz