Ten post rodził się długo. Najpierw w mojej głowie. Potem na klawiaturze. Jest dla mnie ważny ponieważ jest on swoistą deklaracją niepodległości. Opisem tego co do tej pory wewnętrzne. Wieczorem mąż powiedział "Trzeba zapisywać. Niezapisane umiera. Zapomina się"
Zatem: "hajda na koń":)
"Na początku było słowo, a słowo było u Boga" (por Ew. Jana 1:1) A słowo brzmiało tak:
"Z ust dzieci i niemowląt ugruntowałeś moc na przekór nieprzyjaciołom swoim, Aby poskromić wroga i mściciela." (por Ps 8,3 Biblia Warszawska)
W ustach dzieci i niemowląt jest moc by poskromić wszystkich nieprzyjaciół Boga żywego. Moc poskromienia Diabła. Tu mogłabym przestać pisać. Każdy kto widział śmiejące się dziecko wie, że to prawda. Radość zrywa wszystkie łańcuchy.
Radosne dziecko się nie boi. Radosne dziecko ma odwagę do zdobywania "nowych lądów". Radosne dziecko lubi popełniać błędy bo nie wie, ze je popełnia. Ono przeżywa przygody.
Radosne dziecko jest wolne. Dzieci nie potrafią udawać. Oczywiście dopóki my ich tego nie nauczymy. Zniewolone dzieci mogą udawać radość. Taka radość nie ma żadnej mocy.
Wolne dzieci są radosne. Kąpią się w kałużach, łażą zimą po drzewach, uczą się anatomii kaszalota w wieku 3 lat. Ta radość daje im siłę. Ta siła pozwala i nie tylko przetrwać ale i żyć. Żyć pełnią. Z dala od systemu, powinności i konieczności. Albo w nim, bo tak chcą.
Czy moje dzieci są radosne? Tak. Czy mogły by być bardziej. Tak. Jak to zrobić, tak praktycznie? Odpowiedzi jest tyle ile dzieci. Czyli u nas (na razie) dwie.
Głównym źródłem naszej radości dziś jest to, że nic nie musimy. Dajemy sobie dużo wolności. Robimy to co lubimy uczymy się tego co chcemy. Co nas kręci.
Cały zeszły rok poświęciłam na czytanie, szukanie, "zdobywanie poznania" jak mówią w pewnych tajemnych kręgach. Przesiąknięta tym co zobaczyłam w Biblii szukałam otwartych drzwi, by ich nie wywarzać. Udało się:) Ale o metodologii następnym razem:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz